Dla odmiany - wszystkie poniższe kosze wykonałam z gazet codziennych, sponsorowanych przez uczynnych sąsiadów i przyjaciół. Zdjęcia również są sponsorowane przez mojego przyjaciela, który zajmuje się fotografią na profesjonalnie, posiada profesjonalny sprzęt i dzięki temu koszyki wyglądają znacznie lepiej, niż w rzeczywistości :)
Żółty kosz to było nie lada wyzwanie! Pierwszy tak gigantyczny mój kosz, wymiarami wzorowany na koszu na bieliznę, który posiadam, a który jest trochę ładniejszy od kupki prania, rzuconej luzem. Zrobiłam go już dawno, ale do malowania jakoś nie mogłam się zebrać - zresztą malowaliśmy go na dwie raty, pan mąż i ja, taki to gigant. To też jest pierwszy mój kosz z pokrywą. W związku z tym, iż kosz jest generalnie krzywy (nauka kosztuje), żeby pokrywa pasowała do kosza, musiałam się nakombinować. Kosz nie służy jeszcze na pranie, bo potrzebuje materiału wewnątrz, a że nie posiadam maszyny do szycia, to też będzie nie lada wyzwanie... Wymiary kosza: długość 68 cm, szerokość 40 cm, wysokość 65 cm. Zrobiony z kolorowych stron, bo i tak miał być pokryty szczelnie farbą. Przy tym koszu zrewidowałam swoje poglądy na przyczepianie przęseł do jakiegoś modelu u góry (czemu jestem przeciwna, ze względu na swoje nawyki w wyplataniu), bo ciężkie, podwójne przęsła leciały mi w różne strony. Niestety, modelu nie posiadam, a kosz tej wielkości powinnam była wykonać właściwie na jakimś stelażu...
Dwa brązowe kosze są malowane kawą (a właściwie, budyniem kawowym). Efekt jest różny na każdym koszu, bo zrobione z różnych papierów. Mniejszy kosz z pokrywą jest krzywy i cały czas się zastanawiam, czym go ozdobić, żeby mnie nie denerwował tą swoją krzywizną. Pokrywa nie pasuje do niego zbytnio, bo właśnie jest krzywy, w dodatku to był mój pierwszy raz z farbą kawową i pozwoliłam mu źle wyschnąć... Pokrywa jest w tym wszystkim najładniejsza. Podoba mi się to, że pomalowana kawą gazeta jest tak mokra i plastyczna i można ją lekko wygiąć przy schnięciu. Schnie toto długo, ale olejnica schnie dłużej i niemiłosiernie brudzi. Stanowczo odradzam malowanie koszyków farbą olejną!
Duży kosz miał być prezentem dla przyjaciółki, ale po wizji lokalnej stwierdziła, że musiałaby przebić się do sąsiadów, żeby zmieścić go w mieszkaniu. Wykonałam zatem mniejszy kosz - na zdjęciu jeszcze biały i bez pokrywy - następnie pomalowałam go bejcą. Zdjęcia gotowego produktu zamieszczę później, jak będę je posiadać. Generalnie jestem przeciwna upodabnianiu wikliny papierowej do prawdziwej, ale takie było życzenie przyjaciółki, stąd wyjątek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz