Papierowa wiklina wpadła mi w oko pół roku temu. Lubię prace ręczne, zajmujące mi dłonie, podczas gdy w uchu rozbrzmiewa głos lektora z audiobooka.W ramach długich zimowych wieczorów, spędzanych w domowym zaciszu, rozpoczęłam kręcenie rurek i splatanie koszyków. Nie było łatwo, o nie. Pierwsze moje próby z rurkami, które nie chciały się zwijać w rurki, pierwsze koszyki, które wyglądały, jakby słoń na nie usiadł, a potem kowal wyklepał... Instrukcje w internetowych czeluściach pomagały, ale do wielu prostych tricków musiałam dojść sama.
Radowało moją znękaną niepowodzeniami duszę to, iż nie wydawałam na to hobby ani złotówki :)
Nadal oczywiście nie osiągnęłam poziomu mistrzowskiego, do którego dążę z całego serca, a do którego nieustającą inspiracją jest dla mnie BluReco. Niemniej jednak obdarowywani moimi wyrobami znajomi i rodzina są zadowoleni, stąd moja decyzja o pokazaniu moich wyrobów szerszej publiczności. Bo podobno czego nie ma w internecie, to nie istnieje... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz