Osłonki na doniczki to od początku był mój cel koszykowy. Posiadam mnóstwo małych koszyków służących mi do tego celu, bo swego czasu dorobiłam się mnóstwa małych gruboszy w nietwarzowych, plastikowych doniczuszkach, które chciałam szybko (i niedrogo...) zasłonić. I zrobiłam to, zasłoniłam brzydactwa i ukoiłam zszarpaną ich widokiem duszę.
A potem wzięłam się za większe formy. Dotąd dumnie króluje na moim parapecie duży koślak w kształcie niby-dzbana. Lubię go :) Po wielu ćwiczeniach udało mi się wreszcie osiągnąć sukces i moje osłonki na duże doniczki cieszą oko.
Koszyk powyżej jest lekko rozszerzony do góry, pod kształt doniczki (doniczka ma smutny, rozwodniony zielony kolor). Papier użyty do jej wyplecenia pochodzi głównie z katalogu nart i czasopisma dla narciarzy.
Ta osłonka z kolei to wynik kompromisu - dno musiało być na tyle szerokie, żebym mogła wstawić plastikowe denko, służące za podstawkę. Góra natomiast jest ściśle dopasowana do plastikowej doniczki, która ma kształt kielicha. Ciekawostka dotyczy papieru - wykorzystałam otóż foldery z projektami domów, którymi niegdyś się mocno interesowałam. Takie foldery mają dość sztywny papier, trudno się z nich zwija rurki i trudno plecie (bolą palce). Ale koszyk wypleciony z takiego papieru jest bardzo sztywny sam w sobie, świetnie trzyma kształt i nie lakieruję takich koszyków na własny użytek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz